Pierwszy raz w lipcu 2015. Popełniliśmy błąd w planowaniu, tzn; ja popełniłam błąd zdając się na plany przyjaciela, a on popełnił błąd zakładając, że ja wykażę się taką żelazną kondycją jaką on posiada :D Nasze próby zdobycia Orlej skończyły się wtedy zejściem z Koziej Przełęczy, aby przed wieczorem dotrzeć do schroniska nad Morskim Okiem.... Na nasze usprawiedliwienie należy tylko nadmienić, że tego dnia zdobyliśmy Świnicę i dopiero ze Świnicy zeszliśmy na Zawrat i dalej na Orlą.
Drugą próbę przejścia Orlej Perci zaplanowaliśmy na październik. Pisałam o tym w poprzednim poście. Pomysł był zupełnie nietrafiony, bo nie wzięliśmy pod uwagę tego, że dzień w październiku jest dużo krótszy niż w lipcu, oraz tego, że tuż przed naszym przyjazdem spadnie kuuupa śniegu, który zasypie szlak i utrudni nam wędrówkę :)
Dopiero za trzecim razem - w lipcu 2016 roku - udało nam się przejść Orlą Perć do końca, czyli do Krzyżnego.
Ubolewam nad swoją słabą kondycją wędrówkową i nawet się nie przyznam ile godzin zajęło mi przejście tego szlaku. Ważne, że cel został osiągnięty. I tego będę się trzymać.
Amen :)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz